Walki o Zbąszyń 10/11 stycznia 1919 r.

(źródło opracowania :  Zdzisław Kościański , Walki o Zbąszyn 4/5 stycznia 1919 r.  (w:) Walki powstania wielkopolskiego 1918-1919. Pod redakcją B. Polaka i M. Rezlera. Koszalin 2010, s.185 - 193; Zdzisław Kościański , Walki o Zbąszyn 4/5 stycznia 1919 r. (w: Powiaty 2011, z dnia 25.01.2011, s. 19)

Zachodni kierunek zmagań powstańczych w 1919 roku był wyjątkowo trudny z uwagi na zamieszkałych tutaj osadników niemieckich.  W każdej chwili mogła nastąpić kontrakcja ze strony Niemców. Dlatego już w dniu 7 stycznia 1919 r. w godzinach popołudniowych do Chrośnicy przybywa ponownie kompania kpr. Edmunda Klemczaka. Wieczorem tegoż dnia dotarła tam dwudziałowa bateria armat 75 mm - Kazimierza Nowaka, która ustawiona w lesie koło budki dróżniczej nr 46, a następnie -przesunięta następnego dnia do lasu nowodworskiego, koło drogi Zbąszyń -Strzyżewo celnymi strzałami podpaliła szopy obok krochmalni oraz komin polnej cegielni. Była to cała powstańcza artyleria pod Zbąszyniem.


W tym czasie rozegrał się krwawy epizod pod Zbąszyniem. Dnia 9 stycznia 1919 r. około godziny 3 w nocy niemiecki oddział w sile około jednego oficera i  dwudziestupięciu ludzi  uderzył na  czujkę kompanii bukowskiej stacjonującej  pod Zbąszyniem,  w budce kolejowej   Nr. 47a. Walka ta zakończyła się klęską Niemców. Poległo ich około 20, a ciężko rannych było 5. Jeden prawdopodobnie zdołał uciec. Ranni Niemcy odesłani zostali do punktu opatrunkowego w Chrośnicy. Poległych zaś odtransportowano do Nowego Tomyśla, gdzie odbyła się wymiana ciał poległych Polaków na ciała poległych Niemców. Po  stronie polskiej także straty tej potyczki były poważne, poległo ośmiu powstańców.


Dowództwo frontu zachodniego na czele z ppor. K. Zenktelerem, w dniu 10 stycznia na naradzie w Grodzisku postanowiło podjąć działania zmierzające do zajęcia Międzychodu, Zbąszynia i Kopanicy. Międzychód zaatakować miały oddziały z Sierakowa, gdzie tamtejsi Polacy zorganizowali się i czekali tylko na sygnał z zewnątrz, by przepędzić Niemców. Działania miały więc charakter dywersji, odciążającej powstańców na innych odcinkach. W tym czasie na front zbąszyński dotarł koleją przez Kościan – Grodzisk- Opalenicę dwukompanijny batalion śremski pod dowództwem Stefana Chosłowskiego oraz kompania jarocińska. Wspomniane oddziały dość szybko zaalarmowano w Kórniku , Śremu i Jarocina i skierowano na trudny zagrożony odcinek zbąszyński. I tak, dowódca kompanii kórnickiej Stanisław Celichowski sprawnie dobrał około 150 ludzi i uformował poszczególne drużyny i plutony w ramach kompanii. Jej ciężkie uzbrojenie składało się z 3 ciężkich karabinów maszynowych i 3 lekkich karabinów maszynowych. Jednocześnie szef kompanii dokonał szybko spisu szeregowych. Zapewne podobnie działo się w pozostałych kompaniach. W dniu  6 stycznia 1919 r. wieczorem transport dotarł do Nowego Tomyśla, gdzie zakwaterowano z dużymi trudnościami powstańców. Edmund Klemczak próbował zmontować kolejne natarcie na Zbąszyń widząc rozprzężenie wśród obsady niemieckiej. Przysłał on do Chosłowskiego prośbę o pomoc, celem zaatakowania Zbąszynia. Ten jednak, otrzymał  rozkaz od Kazimierza Zenktelera  nie ruszania się z miejsca i musiał odmówić Klemczakowi.


Nazajutrz przekwaterowano batalion;  kompania jarocińska zajęła Nowy Dwór, a kompanie: kórnicka i śremska - Łomnicę. Pomimo, że oddziały te niedawno zostały sformowane od razu zostały rzucone do zadań, które miały na celu przygotowanie drugiego ataku na Zbąszyń. I tak, 7 stycznia 1919 r.  przeprowadzono małymi oddziałami rozpoznanie sił i zgrupowali nieprzyjaciela. Wydzielony z kompanii kórnickiej specjalny oddział szturmowy w sile 28 ludzi, dokonał 8 stycznia szczęśliwego wypadu rozpoznawczego w kierunku wsi Strzyżewo. Oddział zmusił nieprzyjaciela do rozwinięcia swych sił, stoczył z nim zaciętą walkę i stwierdził, że wieś została obsadzona przez silną niemiecką załogą, wyposażoną w ciężką broń maszynową. Kórniczanie wycofali się bez  strat, a wielu z nich wykazało się bohaterską odwagą. Następnym zadaniem, Jakie otrzymała kompania, była przerwanie toru kolejowego i połączenia telefonicznego między Trzcielem i Zbąszyniem. Zadanie zostało wykonane przy  współudziale  jednej kompanii śremskiej. Przygotowaniem batalionu śremskiego do ataku na Zbąszyń przyniosły rajd konnicy powstańczej z Nowego Tomyśla na Miedzichowo (Kupferhammer) i Sępolno do Łomnicy. Z kolei wyprawa jednego plutonu kompanii śremskiej do niemieckiej wsi Przychodzka (Deutschhohe) w dniu 8. I. skończyła się ciężką porażką plutonu, który dostał się w zasadzkę i został kompletnie rozbity, tracąc 2 zabitych. Wyprawa kompanii śremskiej wywołała w niej wielką depresją, zachwiała także zaufacie do niej dowództwa. Dowódca baonu zarządził na następny dzień akcję zaczepną. Kompania kórnicka otrzymała za zadanie zburzenie toru i połączenia telefonicznego między Zbąszyniem i Trzcielem, by uniemożliwić współdziałanie tych dwóch głównych ośrodków frontu niemieckiego, a przedewszystkim pociągu pancernego, podczas gdy kompania śremska, osłaniając od Trzciela kompanię kórnicką, urządziła równocześnie wyprawę karną do Deutschhohe. Akcja osiągnęła w zupełności zamierzone cele. Obydwie kompanie spełniły swe zadania. Kompania śremska w szczególności sprowadzała ciała swych poległych oraz licznych jeńców i zakładników.


Dowódca frontu zachodniego ppor. Zenkteler, w związku z utknięciem skrzydeł w planowanym ataku na Zbąszyń, postanowił uderzyć na miasto tylko grupą zachodnią, w nocy z 10/11 stycznia 1919 r.. Podstawą planu miał być atak kompanii kórnickiej od północy, wykonany obok pozycji nieprzyjaciela oraz atak od wschodu kompanii jarocińskiej przez wiadukt kolejowy na dworzec. Nawiązując do poprzedniego ataku na miasto, przewidywano ponadto obejście jeziora Zbąszyńskiego (obecna nazwa: Błędno) i zaatakowanie miasta także od zachodu. Ten kierunek natarcia odcinał oddziałom niemieckim ewentualny odwrót. Druga bitwa o Zbąszyń miała rozpocząć się w nocy z 10  na 11  stycznia. Po przygotowaniach, właściwy szturm miał nastąpić o godzinie 6.00 rano. Do działań przeciw załodze Zbąszynia przewidziano:
kompanię opalenicką (ok. 200 ludzi, dowódca podporucznik Edmund Klemczak),
kompanię jarocińską (ok. 150 ludzi, dowódca Zbigniew Ostroróg-Gorzeński),
kompania bukowska ( ok.100 ludzi, dowódca Franciszek Szulc),
kompanię grodziska (oddział Kurpisza)  ( ok. 60),
oddział nowotomyski, dowódca Walenty Jachmann  ( ok. 35  ludzi),
drużynę kamieniecką (z kompani wolsztyńskiej)  ( ok. 20  ludzi),
batalion śremski Stefana Chosłowskiego w składzie:
  - l kompania (ok. 130 ludzi, dowódca Józef Muślewski),
  - kompania kórnicka (ok. 160 ludzi, dowódca Stanisław Celichowski),
  - oddział ciężkich karabinów maszynowych ok. 50 ludzi  (dowódca Daniel Kęszycki),
  - oddział jazdy (20 ludzi, dowódca Witold Unrug),
  - sekcja sanitarna,
  - zaopatrzenie.

Kompania opalenicka otrzymała rozkaz zajęcia do północy miejscowości Strzyżewo (na północny zachód od Zbąszynia) i opierając się prawym skrzydłem o rzekę Obrę uderzenia na mączkarnię (na północ od Zbąszynia), a następnie ataku z północy i zachodu na miasto Zbąszyń. Zasadnicza część kompani bukowskiej  uderzeniem frontalnym z miejscowości Czerwony Dwór miała wspierać walki Opaleniczan, a pozostała część miała  współdziałać z kompanią grodziską. Oddział grodziski miał uderzyć z południa, przechodząc rzekę Obrę pod Wielkim Grójcem a następnie z Nądni zaatakować miasto wzdłuż zachodniego i południowego skraju jeziora zbąszyńskiego. Na kierunku uderzenia pomocniczego miała być obecna także kompania wolsztyńska. Z uwagi na jej zaangażowanie w boju o Kopanicę do akcji weszła z jej składu tylko drużyna kamieniecka. Siły polskie liczyły łącznie około 700 powstańców, za mało jednak, by zaatakować Zbąszyń ze wszystkich kierunków.


Działania grupy południowej uzależnione były jednakże od sytuacji w Kopanicy. Niemcy byli bardzo dobrze przygotowani do obrony. Plan powstańców był bardzo skomplikowany operacyjnie, wymagał współdziałania i synchronizacji poczynań kilku grup powstańczych. Wadą planu bitwy było, że kompania kórnicka, która miała wykonać główny atak, musiała przejść przedtem przez Strzyżewo co zostało przez dowództwo frontu zlekceważone. Dowódca batalionu śremskiego - Chosłowski wymógł tylko tyle, że przydzielono mu kompanię opalenicką, która po północy miała nagłym atakiem zająć Strzyżewo i utorować w ten sposób drogę kompanii kórnickiej.


W dniu 11 stycznia około godz. 1.00 w nocy rozpoczęła się atakiem na Strzyżewo druga bitwa o wyzwolenie Zbąszynia. Przed godziną generalnego ataku, wyznaczoną na 6.00 rano, nadciągnęła kompania kórnicka i usiłowała zająć nad torem postawę wyjściową do natarcia. Nieprzyjaciel strzelał morderczym ogniem z ciężkich karabinów maszynowych, stale oświetlając sobie przedpole rakietami. Celichowaki porozumiał się z dowództwem baonu, prosząc go o odwołanie dalszego ataku. Chosłowski podzielał to zdanie. Raporty o ciężkiej sytuacji pod Strzyżewem, jakie przesłali ci dowódcy, nie dotarły do Kazimierza Zenktelera. Wypełniając rozkaz Chosłowskiego, kompania zajęła na lewym skrzydle pozycje nad torem. Mając swobodę decyzji co do ponownego ataku na wieś, Celichowski, na widok niedobitków kompanii opalenickiej  Klemczaka, wpadł na pomysł podpalenia Strzyżewa, korzystając z ciemności nocnej. Gdyby akcja się powiodła, wówczas wspólnymi siłami należałoby uderzyć ponownie na Niemców we wsi. Do wykonania tego zadania zgłosiło się kilku ochotników z kompanii kórnickiej. Zaopatrzeni w materiały palne podchodzili ostrożnie w ciemnościach pod wieś. Wyprawa się nie powiodła, gdyż „straceńcy" wyszli na sta¬nowisko niemieckiego ckm.


Kompania opalenicka w ataku na Zbąszyń miała najpierw zająć wioskę Strzyżewo a następnie uderzyć od północy na dworzec w Zbąszyniu i mączkarnię. Mimo odwagi i waleczności nie zdołała całkowicie opanować Strzyżewa. Straty w drugim ataku na Zbąszyń również były dotkliwe dla Opaleniczan : 3 zabitych, 16 rannych. Po tej walce kompania opalenicka wraz z kompanią kórnicką zajęła pozycje obronne od Nowego Dworu do Nowej Wsi. Kompania bukowska rozdzielona na  dwa oddziały atakowała   jednym plutonem pod dowództwem sierżanta Stanisława Sobańskiego przez Nową Wieś, Nądnię  z  zadaniem przecięcia  torów kolejowych Zbąszyń-Cylichowa  i  Zbąszyn-Berlin oraz uderzenia, na dworzec od strony  zachodniej. Reszta kompanii pod   dowództwem Franciszka Szulca  przez  miasto  Zbąszyń od strony południowej. Kompania jarocińska od wschodu przez most kolejowy Niemcy od strony dworca skierowali na nich bardzo silny ogień. Oddział bukowski oraz jarociński zostały zmuszone do opuszczenia miasta i wycofanie się do Chrośnicy.


Z kompaniami kórnicka, opalenicką i śremską  wzięła udział w szturmie na Zbąszyń także druga kompania jarocińska. Jarociniacy atakowali silnie ubezpieczony most kolejowy, atak załamał się jednak z braku łączności i współdziałania między poszczególnymi oddziałami powstańczymi, które nie wykonała swoich zadań wstępnych. Najpierw miała kompania Klemczaka zając wioskę Strzyżewo i otworzyć drogę dla kompanii kórnickiej ppor. Celichowskiego. Powstańcy śremscy mieli według planu uderzyć na Zbąszyń z tyłu, od strony Strzyżewa, równocześnie z kompanią jarocińską. Kompania opalenicka atakująca Strzyżewo natrafiła na zdecydowany opór nieprzyjaciela i nie potrafiła opanować wioski.


W dniu 11 stycznia około godz. 1.00 w nocy rozpoczęła się atakiem kompanii opalenickiej na Strzyżewo druga bitwa o wyzwolenie Zbąszynia. Przed godziną generalnego ataku, wyznaczoną na 6.00 rano, nadciągnęła kompania kórnicka i usiłowała zająć nad torem postawę wyjściową do natarcia. Nieprzyjaciel prażył morderczym ogniem z ciężkich karabinów maszynowych, stale oświetlając sobie przedpole rakietami. Celichowaki porozumiał się z dowództwem baonu, prosząc go o odwołanie dalszego ataku. Chosłowski podzielał to zdanie. Raporty o ciężkiej sytuacji pod Strzyżewem, jakie przesłali ci dowódcy, nie dotarły do Kazimierza Zenktelera.


Kompania kórnicka zajęła pozycją nad torem w odległości 100 m od  południowego skraju Strzyżewa. O godzinie 6°° rozpoczął się generalny atak, choć kompania kórnicka nie osiągnęła wyznaczonej postawy  wyjściowej. W tej sytuacji Celichowski wydał o godz. 6.30.  rozkaz do szturmu na bagnety. Poderwał się I i II pluton kompanii. Kompanie dostały się w krzyżowy ogień nieprzyjaciela. Atak załamał się.  Na polu chwały poległ harcerz Źurawski, dwóch żołnierzy odniosło śmiertelne, a kilku - lekkie rany. Kompanie wytrzymały psychicznie to niepowodzenie. Poderwały się na rozkaz ponownie do szturmu i dotarły do zabudowań. Tu rozpoczął się zażarty bój na bagnety. W miarę wdzierania się w głąb wsi natarcie traciło coraz bardziej na impecie, gdyż Niemcy kryli się wśród zabudowań i coraz więcej ludzi trzeba było zostawiać na tyłach, by uniknąć okrążenia. Wytworzona sytuacja, zmusiła Celichowskiego i Klemczaka do wstrzymania dalszego ataku, gdyż na pomoc innych oddziałów nie było można liczyć. Wykorzystując nierówności terenowe, powstańcy wycofali się szczęśliwie pod nasyp toru kolejowego, który stanowił najtrudniejszą przeszkodę.


Nieprzyjaciel zdawał sobie sprawę z sytuacji i zasypał tor silnym ogniem karabinów. Kompanie przebyły tę śmiertelną przeszkodę. Należało to zawdzięczać doświadczeniu żołnierzy, zaprawionych w długich walkach frontowych I wojny światowej.W Strzyżewie kompania kórnicka straciła dwóch żołnierzy. Podczas odwrotu we wsi pozostał ranny. Zgłosiło się 3 ochotników, którzy pod gradem kuł wynieśli go za nasyp kolejowy. Podczas odwrotu kompania kórnicka osłaniała jako  straż tylna jednostki baonu śremskiego, utrudniając atak nieprzyjaciela. Znużeni wysiłkiem żołnierze 4 kompanii osiągnęli wreszcie miejscowość Łomnicę, Straty kompanii kórnickiej w bitwie pod Zbąszyniem 11 stycznia 1919 r. wy¬nosiły 3 zabitych i 5 rannych. Tymczasem pokrzyżowany został plan uderzenia na Zbąszyń, Jarociniacy atakując przyczółek mostowy ponieśli ciężkie straty,  siedemnastu zabitych i rannych m.in. poległ od miotaczy min adiutant Stefan Malinowski. W składzie atakujących na zbąszyński przyczółek mostowy byli także powstańcy lwóweccy i nowotomyscy pod dowództwem Walentego Jachmanna oraz oddział łomnicki Wacława Henicza. Również i oni ponieśli dotkliwe straty, m.in. zginął pochodzący z Pniew kpr W. Jachmann. Po nieudanym szturmie na Zbąszyń jarociniacy  bronili Nowego Dworu oraz jedynej linii zaopatrzenia Chrośnica – Poznań. W boju o Zbąszyń uczestniczyła także drużyna kamieniecka z kompani wolsztyńskiej, która podwodami pod Zbąszyń. Ludność Nowej Wsi pod Zbąszyniem ostrzegła powstańców kamienieckich o silnej obsadzie niemieckiej. Mimo ostrzeżeń nawiązali oni walkę. Jednakże  z powodu silnego kontrataku ze strony niemieckiej musieli się wycofać do Nowej Wsi. Niemcy wspierani byli artylerią i z lewego skrzydła pociągiem pancernym. Drużyna ta straciła jednego zabitego oraz posiadała jednego rannego powstańca. Oddziały powstańcze wycofały się na linię: Łomnica - Nowy Dwór - Chrośnica - Leśne Domki - Stefanowo - Zakrzewko i Nowa Wieś.


Od 12 stycznia 1919 r., pozycje powstańcze na odcinku zbąszyńskim znalazły się pod silnym ogniem niemieckiej artylerii. Ważnym punktem polskiej obrony na tym kierunku była wieś Łomnica, gdzie nieprzyjaciel podejmował działania zaczepne, które zakończyły się niepowodzeniem. Bitwa o Zbąszyń zakończyła się niepowodzeniem. Wśród żołnierzy kompanii na froncie pod Zbąszyniem nastroje znacznie się pogorszyły. Brakowało ekwipunku i ciepłej odzieży. Amunicja była na wyczerpaniu a żołnierze zmęczeni. Kompania kórnicka mogła  liczyć  na przysłanie z Poznania wyposażenial. Zawiodła jednak akcja zasilania szeregów kórniczan w Łomnicy 2 kompanią z Kórnika, która została w tym czasie skierowana na front leszczyński. Sytuacja pod Zbąszyniem stale się pogarszała. Nieprzyjaciel przygotowywał uderzenie na Łomnicy, aby zlikwidować niebezpieczną dla Zbąszynia polską bazę wypadową.


Uderzenie niemieckie na Łomnicą zostało poprzedzone ożywioną działalnością patroli i ostrzeliwaniem wsi nękającym ogniem artyleryjskim. Pociski były kierowane również na szkołę, gdzie kwaterowała kompania kórnicka. Artyleria zawsze otwierała ogień wieczorem. Na noc kompania opuszczała wieś, zajmując kwaery na południowym skraju wsi w kierunku Chrośnicy. Polskie patrole potwierdzały przygotowania do ataku na Łomnicę.


17 stycznia 1919 roku w południe Niemcy rozpoczęli swoją kontrofensywę na odcinku zbąszyńskim od zaatakowania wielkimi siłami Łomnicy. Niemcy zaatakowali środek wsi, pragnąc ją przeciąć na dwie części.   Cała kompania stanęła błyskawicznie w szyku bojowym. Główna siła kompanii została skierowana na obronę centrum wsi. Celem  zabezpieczenia się od spodziewanego ataku nieprzyjacielskiego z północy, Celichowski skierował na tę flankę siły małe, lecz składające się z doświadczonych żołnierzy, pod dowództwem wytrawnych podoficerów kpr. Stanisława Szwajkowskiego i kpr. Bolesława Pudelskiego. Każdy z nich dysponował jednym ckm. W centrom wsi I i II pluton zahamował impet -ataku  niemieckiego. III pluton z jednym ckm przedostał się  na lewym skrzydle  pod ogniem nieprzyjaciela do lasku przylegającego do wsi. Miał    on szachować Niemców, którzy nie znali sił polskich w tym miejscu. Nieprzyjaciel ostrzeliwał lasek silnym ogniem, gdy tymczasem kórniczanie nie zdradzali się niczym. Okopali się na skraju  lasku. Atak kompanii opalenickiej z Nowego Dworu i wyjście Z boku na tyły Niemców oraz zaatakowanie lewej flanki niemieckiej przez kompanię jarocińską i oddział kórniczan pod wodzą Szwajkowskiego od północy zmusił Niemców do szybkiego odwrotu w kierunku Trzciela. Sukces nie 'był jednak pełny.  Nie powiódł się. manewr    okrążenia nieprzyjaciela. I i II pluton w centrum oraz III pluton w lasku, na lewym skrzydle kompanii, za wcześnie przeszły do kontrataku, co pociągnęło za sobą duże straty w ludziach i spowodowało przedwczesne ustępowanie wroga przed zamknięciem kotła. Był to niewątpliwie błąd, za który częściowo odpowiadał dowódca kompanii kórnickiej. Celichowski, zamiast pilnować swojej kompanii w centrum wsi,   organizował obejście lewego skrzydła niemieckiego od północy. Nalegało to do dowództwa kompanii jarocińakiej i kpr. Stanisława Szwajkowskiego. Ogólne kierownictwo bitwy o Łomnicą spoczywało przecież w    rakach dowódcy baonu śremskiego.  Celichowskiego poniósł zapał bitewny. W czasie bitwy niepotrzebnie wyręczał dowódcy swego batalionu. Zdenerwowany ogólną sytuacją w pierwszej  fazie bitwy,  zapomniał o swoich obowiązkach dowódcy wobec powierzonej mu jednostki.  Rezultatem tego były duże straty w kompanii: 10 poległych i 8 rannych, t j. 25 % zaangażowanych sił w centrum i na lewym skrzydle. Duże straty załamały psychicznie kompanią. Mimo odniesionego zwycięstwa, żołnierze stracili zapał do dalszej walki. Spodziewano się ponownego ataku Niemców na Łomnicę. Dzięki wysiłkom Celichowskiego oraz Stanisława Budzicha i Walentego Wujka z III plutonu bnińskiego, który poniósł największe straty, udało się na nowo scalić kompanię, apelując do patriotyzmu i honoru regionalnego żołnierzy.


Tego samego dnia niemiecka artyleria skierowała silny ogień na Łomnicę. W dniu 18 stycznia 1919 roku, w południe,  kompania poznańska zluzowała obrońców Łomnicy. Wraz z  całym batalionem śremskim i kompania jarocińską załadowali się oni na pociąg w Chrośnicy i wyjechali do Poznania, skąd rozjechali się do swoich garnizonów.


Walki o Zbąszyń w dniu 11 stycznia zakończyły się ponownie niepowodzeniem, gdyż był on  obsadzony przez ok. 500 żołnierzy z 8 i 12 pułku grenadierów oraz około  7. batalionu ochotniczego niemieckiej Straży Obywatelskiej dobrze  uzbrojonych w 10 dział i trzydzieści karabinów maszynowych oraz wsparty dwoma pociągami pancernymi. Ponadto obrona była dobrze przygotowana, z wykorzystaniem wszelkich przeszkód naturalnych i zabudowy. Plan zaskoczenia Niemców oskrzydleniem Zbąszynia od strony północno – zachodniej nie powiódł się, gdyż kompania kórnicka przed osiągnięciem podstawy wyjściowej związana została w walce z oddziałem niemieckim w Strzyżewie. Wieś ta w stu procentach była zamieszkana przez ludność niemiecką. W trakcie boju atakujące centralnie Zbąszyń od wschodu kompanie i drużyny od południowej strony Zbąszynia pozbawione były wiedzy o postępie ataku. W ogniu niemieckich dział, minomiotów oraz karabinów maszynowych załamały się ataki powstańcze. W polskich szeregach dochodziło do dezorganizacji i nieskoordynowanego odwrotu. Oddziały te nie doszły do wyznaczonych im podstaw wyjściowych do natarcia lub nie zdołały ich  osiągnąć z uwagi na zmianę decyzji . Atak od południa przez kompanie wolsztyńską nie doszedł do skutku uwagi na jej zaangażowanie pod Kopanicą, został wykonany na odcinku zbąszyńskim siłami tylko jej drużyny kamienieckiej. Zwycięstwo na przedpolu Zbąszynia pod Łomnicą w dniu 17 stycznia miało duże znaczenie, ponieważ chwilowo zapobiegło dalszym poczynaniom przeciwnika. Była to rekompensata za poniesiona klęskę pod Zbąszyniem.