Walki o Wolsztyn - 5 stycznia 1919 r.

(źródło opracowania:  Zdzisław Kościański, Walki o Wolsztyn 5 stycznia 1919 roku (w:) Walki powstania wielkopolskiego 1918-1919. Pod redakcją B. Polaka i M. Rezlera. Koszalin 2010, s. 155-160)

Porucznik Kazimierz Zenkteler z Buku, od listopada 1918 r. przewodniczący grodziskiej Powiatowej Rady Ludowej i równocześnie komendant Straży Ludowej na powiat grodziski, od 28 grudnia przystąpił do organizowania oddziałów powstańczych w powiecie grodziskim i powiatach okolicznych.


W dniu 2 stycznia 1919 roku na naradzie dowódców w Grodzisku zapadła decyzja zajęcia Nowego Tomyśla, Rakoniewic i Wolsztyna, aby stworzyć podstawę do ataku na Zbąszyń. Już l i 2 stycznia 1919 roku kilka oddziałów powstańczych zgromadziło się w Grodzisku Wielkopolskim. Z kolei w dniu 2 stycznia 1919 roku, na rozkaz Zenktelera, świeżo uformowane oddziały z Buku, Dopiewa, Konarzewa  i Stęszewa wyruszyły  do Opalenicy. Tu nastąpiło przegrupowanie wojsk. Części tych „oddziałów” ze swymi dowódcami udały się z przez Grodzisk, Rakoniewice do Wolsztyna, biorąc udział w zdobyciu tego miasta. Pozostałe zostały skierowane w kierunku na Nowy Tomyśl i Zbąszyń.


W dniu 1 stycznia 1919 roku do Wolsztyna przybył oddział Grenzschutzu pod dowództwem rotmistrza 10 Pułku Ułanów Celichowskich von Kleista i objął on z rąk Rady Robotników i Żołnierzy władzę. Oddział składał się przeważnie ze spieszonych ułanów 10 pułku z Celichowy i uzupełniany był w następnych dniach przez  okolicznych żołnierzy Niemców z okolic. Niemcy byli uzbrojeni, m.in.  w kilka karabinów maszynowych i 4 armaty polowe. Spodziewali się oni ataku ze strony powstańców w nocy z 4 na 5 stycznia 1919 roku i zamierzali utrzymać za wszelką cenę gmach poczty i stację kolejową.


Niemcy wydali odezwę do mieszkańców miasta, wzywająca ich do wydania broni. Zaczęli też obsadzać ważniejsze punkty w mieście – jak pocztę, dworzec kolejowy, seminarium, gdzie skoszarowano Grenzschutz i zmagazynowano poważne zapasy broni. Karabinami maszynowymi obsadzono pocztę, browar Bloensa i mleczarnię. Z kolei dwie armaty ustawiono na dworcu kolejowym i dwie na dziedzińcu seminarium.


W dniu 3 stycznia 1919 roku ppor. Stanisław Siuda na czele 40-osobowego oddziału powstańczego, uzbrojonego w dwa lekkie i jeden ciężki karabin maszynowy, wyruszył z Grodziska w kierunku Rakoniewic. Podczas marszu do oddziału przyłączyli się ochotnicy z okolicznych miejscowości. Bezpośrednio przed atakiem na Rakoniewice Siuda dokonał podziału oddziału na dwa pododdziały. Pierwszy z nich poruszał się wzdłuż toru kolejowego z zamiarem ataku na miasto od strony dworca. Natomiast drugi natomiast zamierzał dokonać frontalnego ataku. Zaskoczeni akcją Polaków Niemcy nie podjęli zdecydowanego oporu i wycofali się w kierunku Rostarzewa.


Sukces ten jak i opanowanie Rakoniewic znacznie wzmocniło oddział ppor. S. Siudy. Wkrótce z Gościeszyna, Wielichowa, Wilkowa i samych Rakoniewic zgłosili się liczni ochotnicy,a liczebność oddziału wzrosła do 400 osób. Niestety uzbrojenie jedynie około 30% oddziału uzbrojona była w karabiny, a pozostali w broń myśliwską, widły, siekiery itp.

 

W tym samym czasie ks. Alfons Graszyński – proboszcz z Gościeszyna- otrzymał polecenie przybycia na zebranie Rady do Grodziska. W drodze został zatrzymany wiadomością o rozpoczęciu walk pod Rakoniewicami. Proboszcz powrócił do Gościeszyna, skąd jeszcze tego samego dnia silny oddział powstańczy, pod dowództwem jego brata  Romana Graszyńskiego, wyruszył na pomoc Rakoniewicom. Przybyły tam też oddziały z Wielichowa, Świętna i Grodziska wzmacniając oddziały Siudy. W nocy z 3 na 4 stycznia 1919 roku do Rostarzewa Niemcy ściągnęli silny, 200-osobowy oddział wsparty przez okolicznych niemieckich kolonistów. Wiedząc o tym i spodziewając się kontrataku ze strony Niemiec ppor.Siuda zabezpieczył miasto Rakoniewice z czterech stron.


4 stycznia 1919 roku Niemcy przeprowadzili atak na pozycje powstańcze w Rakoniewicach. Wsparci czterema ciężkimi karabinami maszynowymi Niemcy osiągnęło początkowo sukces dochodząc do granic miasta. Kontratak oddziałów powstańczych odrzucił jednak przeciwnika, który w odwrocie ostatecznie zatrzymał się w Rostarzewie.


Jeszcze tego dnia tj. 4 stycznia 1919 r. do Rakoniewic dotarły oddziały por. K. Zenktelera m.in. z Wilkowa Polskiego, Wielichowa, Karmina, Krzywinia i Czempinia.  Koncentrował on oddziały do przeprowadzeniu ataku na Wolsztyn. Liczące około 800 osób oddziały powstańcze otrzymały dodatkowe zaopatrzenie z Poznania, m.in. dwa ciężkie karabiny maszynowe oraz 300 karabinów.


W Gościeszynie utworzono w tym czasie dwa oddziały, z których jeden pod dowództwem Romana Graszyńskiego uderzył na Rostarzewo, a drugi dołączając do oddziałów Zenktelera wyruszył w kierunku Wolsztyna. Po drodze dołączył do nich oddział Ferdynanda Fiebiga z Adamowa. Na atak ze strony polskiej przygotowali się Niemcy bardzo starannie. Łańcuchem posterunków otoczyli Wolsztyn od strony wschodniej i południowej. Załogę Wolsztyna stanowiło od 300 do 400 żołnierzy, miejscowa kompania Grenzschutzu i bateria dział polowych kalibru 77 mm.


Wieczorem 4 stycznia 1919 roku na naradzie dowódców opraco¬wano plan ataku na Wolsztyn – autorstwa ppor. S. Siudy. Polegał na tym, by uderzyć na to miasto  koncentrycznie kilkoma oddziałami, z których jedne miały stanowić grupę nacierającą od wschodu, zdobywając po drodze Rostarzewo, gdy tymczasem druga grupa pomaszerować miała do Gościeszyna.


Gros sił uderzyć miało na Wolsztyn od południa, a oddział mniejszy, wykonując manewr przez Widzim - Obrę - Krutlę, natrzeć na miasto od zachodu, przez przesmyk między  dwoma jeziorami. Plan ten miał na celu:
1) wykorzystać partie powstańców, znajdujące się w Obrze i Kębłowie, które miały się przyłączyć do oddziału wykonującego manewr,
2) uniemożliwić Niemcom odwrót oraz ewa¬kuację artylerii, broni i sprzętu przez wspomniany przesmyk,
3) przez ominięcie grupy południowej i późniejsze wyruszenie z Rakoniewic grupy wschodniej na Rostarzewo, zaskoczyć Niemców w Wolsztynie.

Atak koncentryczny miał się rozpocząć z wszystkich punktów wyjściowych równocześnie o godzinie 6 rano. Plan ten jak wspominał Siuda został przez wszystkich na konferencji obecnych oficerów przyjęty.


W skład sił głównych dowodzonych przez por. Zenktelera wchodziły m.in. 2 plutony kompanii wielichowskiej, kompania wilkowska i krzywińska oraz pluton czempiński J.Szymańskiego, Grupę mniejszą tworzyły kompanie rakoniewicka i grodziska, pod dowództwem ppor. S.Siudy.


5 stycznia 1919 roku około godziny 4.00 rano padły pierwsze. Powstańcy ppor. S. Siudy zostali podzieleni na dwie kolumny; pierwsza atakowała od wschodu wzdłuż drogi Rakoniewice - Rostarzcwo, druga natomiast od północy przez Stodolsko. Niemcy zostali zaskoczeni z dwóch stron i widząc przeważającą siłę Polaków, ratowali się ucieczką przez Nowe Tłoki do Wolsztyna. Ewakuując się w popłochu, zostawili: jeden ciężki i cztery lekkie karabiny maszynowe oraz sporą ilość karabinów i amunicji. Atak ten oraz odgłosy walki w Wolsztynie zadecydowały o wycofaniu się Niemców. Po opanowaniu celu ataku grupa ppor. S. Siudy posuwała się na Wolsztyn. W boju nie wzięła jednak udziału, gdyż Wolsztyn został już oswobodzony.


Pluton wielichowian pod dowództwem plut. Kubiaka nacierał w kierunku ulicy Podgórnej, a pluton sierż. J. Andrzejewskiego z tej samej kompanii - wzdłuż toru kolejowego na cmentarz katolicki i dworzec. W walce o kościół ewangelicki powstańcy wielichowscy zdobyli karabin maszynowy.


Kompania krzywińska, nacierająca ulicą Biała Góra, dostała się w zmasowany ogień broni maszynowej i ręcznej. W walce prowadzonej w bardzo trudnych warunkach kompania zdobyła kilka ulic i dotarła do poczty, umocnionej przez Niemców, których dodatkowo ogniem wspierały dwie armaty. W walce o pocztę poległ Franciszek Przybylski z Jurkowa, kilku powstańców wzięto do niewoli, a kilku innych odniosło rany.


Polacy ostrzeliwali nieprzyjacielskie pozycje z  karabinu maszynowego, który znajdował się na balkonie właściciela księgarni Scholza. W rezultacie oddziały pod dowództwem por. Zenktelera, które nadciągały od strony Gościeszyna, bez większych przeszkód zajęły ulice: Biała Góra i Konigstrasse (obecnie ulica 5 Stycznia) aż do kościoła ewangelickiego. Również atak powstańców od strony Karpicka przez park okazał się również skuteczny, opanowano ulice: Wschowską oraz Rynek. Po krótkiej walce  Niemcy zostali zmuszeni do wycofania się. Wschodnia część miasta została przez powstańców zdobyta, ale najważniejsze punkty, jak poczta i dworzec nadal były w rękach niemieckich. Plutony powstańcze nie były wstanie Niemców z zajętych pozycji wyprzeć. Zachodnią cześć miasta, w większości zamieszkana przez Niemców była w rękach Grenzschutzu. W południe szala zwycięstwa, wobec odcięcia przez grupę ppor. Siudy drogi odwrotu nieprzyjacielowi od strony zachodniej, przechyliła się na stronę powstańców. Niemcy ponieśli też dotkliwe straty: 6 zabitych i 30 rannych.


Sytuacja taka trwała do godziny 12.00 w południe, kiedy trzech członków magistratu, na czele z burmistrzem, Niemcem i znanym hakatystą dr. Kollmannem poprosiło o zawieszenie broni. Po kilku minutach rozpoczęły się pertraktacje, w których ze strony polskiej brali udział: por.Kazimierz Zenkteler z Buku, jako dowódca wszystkich oddziałów powstańczych biorących udział w walkach o Wolsztyn, ppor. Stanisław Tomiak, ksiądz dziekan Zygarłowski i dwóch mieszkańców Wolsztyna. Ze strony niemieckiej: rotmistrz Kliest, porucznik Frankenberg i podporucznik Vater – syn nauczyciela z Karpicka pod Wolsztynem i kilku innych Niemców. Początkowo Niemcy zażądali złożenia broni przez powstańców, lecz po długich pertraktacjach zgodzili się na wyjście z Wolsztyna tak oddziałów powstańczych jak i Grenzschutzu. Wynik rozmów o godz. 15.30 ogłosił powstańcom zebranym na rynku miasta por. Kazimierz Zenkteler.


Umowa przewidywała:
1.Oddziały polskiej Straży Obywatelskiej wycofują się dziś natychmiast z miasta Wolsztyna; Jutro 6 stycznia opuszczą one powiat babimojski.
2. Oddziały „Heimatschutzu” z Wolsztyna opuszczają również 6 stycznia powiat babimojski.
3. Magistrat oraz rada miasta Wolsztyna utworzą się parytetycznie w przeciągu 8 dni.
4. Landratowi, jako przewodniczącemu wydziału powiatowego przydziela się tak ze strony niemieckiej jak i polskiej Rady Ludowej po jednym członku jako doradcy, którzy uprawnieni są przyjmować do wiadomości i kontrasygnować wszystkie sprawy.
5. Wszelkie ogłoszenia redaguje się w językach niemieckim i polskim.
6. Obie strony obowiązują się w przyszłości dc przestrzegania, aby powiat babimojski nie został obsadzony ani przez oddziały, „Heimatschutzu” ani też przez oddziały polskiej „Straży Obywatelskiej”.


Powstańcy wrazili swoje niezadowolenie i padły nawet słowa „zdrajca”. Krótko potem padł strzał karabinowy, nie wiadomo skąd i przez kogo oddany. Z ust powstańców wydobył się okrzyk: „Niemcy zdradzają” i wszyscy powstańcy rzucili się w stronę poczty i dworca kolejowego. Oddziały niemieckie nie były gotowe do przyjęcia walki. Powstańcy w brawurowym ataku odebrali wrogowi całą broń, łącznie z działami polowymi. Oddział Grenzschutzu w małych grupkach wycofywał się w popłochu szosą Wolsztyn - Żodyń. Po stronie niemieckiej poległ, podobno z rąk własnych żołnierzy wielki i zacięty wróg Polaków major rezerwy Ressler, budowniczy z Wolsztyna. Polacy stracili jednego zabitego i było kilku rannych powstańców.
Po zdobyciu przez oddziały polskie miasta, Wolsztyn stał się głównym punktem odcinka wolsztyńskiego. Nieprzyjaciel po klęsce w Wolsztynie w popłochu cofał się za rzeką Obrę i zebrał się dopiero w garnizonie niemieckim w Celichowie. Zwycięskie oddziały powstańcze nie ścigały nieprzyjaciela, lecz częściowo organizowały się, a częściowo wracały do swoich wsi. Wolsztyn obsadziła kompania wolsztyńska ppor. Stanisława Tomiaka. Cały odcinek objął ppor. Stanisław Siuda.


Działania w walkach o zdobycie Wolsztyna wskazują na duże umiejętności prowadzenia walki przez dowódców oddziałów powstańczych. Zdobycie Wolsztyna zostało dobrze przygotowane, a decydującą rolę odegrało tutaj zaskoczenie i determinacja powstańców. W ten sposób rozszerzył się zasięg zdobyczy powstania. Jednocześnie stworzono dobry punkt wypadowy dla dalszych działań powstańczych na froncie zachodnim powstania.

.